Paweł Bukowski i Wojciech Paczos w Rzeczpospolitej.


Źródło: Bukowski, P. and Novokmet, F. (2017). “Top Incomes during Wars, Communism and Capitalism: Poland 1892-2015.” LSE International Inequalities Institute Working Paper 17.

W 1918, polski naród rozpoczął, po ponad wieku niewoli, budowę dobrobytu w swojej własnej, niepodległej ojczyźnie. Ścieżka ekonomiczna którą przeszliśmy nie była łatwa. Jednak mimo wojen i kryzysów, dziś jesteśmy sześciokrotnie bogatsi niż nasi pradziadkowie. Jakie wnioski wyciągniemy na przyszłość? Czy chcemy, wraz z prezydentem, aby Polska rozwijała się „ambitnie i pięknie jak II RP”? To chyba nie najlepszy pomysł.

Polskie PKB per capita w 2016 wynosiło 21.5 tys. euro rocznie w cenach stałych. PKB per capita to wskaźnik niezwykle prosty, a przez to może wydawać się mało miarodajny. Oznacza na przykład, że, po uśrednieniu, nasza praca jest warta miesięcznie 7700 zł. To sporo więcej niż średnia krajowa, która wynosi dziś 5000zł, i poziom zarobków osiągany jedynie przez ok. 15% zatrudnionych. Różnica wynika z podatków, z tego, że wynagrodzenia to tylko połowa PKB (reszta zarobki samozatrudnionych, zyski kapitałowe i przedsiębiorców), oraz że nie wszyscy mają zatrudnienie. Niemniej jednak, prostota miary PKB per capita w cenach stałych ma jedną potężną zaletę – pozwala bezpiecznie porównywać jak poziom dobrobytu zmieniał się w czasie i jak kształtuje się na tle innych krajów. Prześledźmy zatem, jak budował się polski dobrobyt w ciągu stu lat od odzyskania niepodległości.

W 1918 nasz (przeciętny) pradziadek, urządzając się w młodej Polsce, rocznie wytwarzał 4000 euro (1400zł miesięcznie) liczone według dzisiejszej siły nabywczej. Po odliczeniu zysku przedsiębiorców, do jego kieszeni trafiała tylko część tej sumy. Mógł się więc ubrać i wyżywić, ale żył z miesiąca na miesiąc, nie chodził do kina, a wakacje mógł spędzić tylko u rodziny na wsi. Sytuację naszych pradziadków poprawiła budowa państwa opiekuńczego zainicjowana już w pierwszych latach niepodległości i seria udanych reform gospodarczych. Równie ważny był postęp w upowszechnieniu edukacji, dostępności służby zdrowia i wprowadzenie powszechnych praw wyborczych dla kobiet. Pomimo tego, że nasi pradziadkowie od początku niepodległej Polski byli o połowę biedniejsi niż ich rówieśnicy w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii, z optymizmem patrzyli w przyszłość.

Niestety, w 1931 na świecie rozpoczął się Wielki Kryzys. Jeśli nasi pradziadkowie, podobnie jak 60% ówczesnego społeczeństwa, żyli z rolnictwa, to właśnie oni, za sprawą spadku cen światowych, kryzys odczuli najdotkliwiej. W tym samym czasie rządy sanacyjne masowo eksploatując w wyborczych kampaniach wizerunek marszałka Piłsudskiego obiecywały budowę „Potężnej Polski”. Osiągnięcia infrastrukturalne tamtego okresu (drogi i linie kolejowe, Gdynia, Centralny Okręg Przemysłowy) były tworzone w sytuacji postępującej autokratyzacji państwa.

Okres ten uwidacznia, że rozwój dobrobytu czasem jest bardziej zależny od (niesprzyjającej) sytuacji międzynarodowej, niż od wysiłków wewnętrznych. W przededniu II Wojny Światowej nasi pradziadkowie osiągali średni dochód tylko o jedną czwartą wyższy niż 1918. Co więcej, niewiele mogli z tym zrobić, gdyż głos w wyborach mogli oddać tylko na partię rządzącą (w 1935 i 1938).

Wpływ czynników zewnętrznych osiągnął dramatyczne apogeum w 1939, gdy Polska znalazła się w samym środku jednego z najbardziej zbrodniczych konfliktów w historii. Marzenia o dobrobycie znikły, a zastąpiła je najtrudniejsza z walk – walka o przetrwanie. Zakończenie wojny było więc dla Polaków wielkim świętem i początkiem, być może, nowych nadziei.

Powojenny ład umiejscowił jednak Polskę w radzieckiej strefie wpływów i narzucił ustrój z centralnie sterowaną gospodarką, eliminacją prywatnego kapitału i prymatem jednej partii. Nowy porządek obiecywał stworzenie w ojczyźnie „socjalistycznego dobrobytu”. Z perspektywy czasu wiemy, że PRL nie tylko odebrał Polakom wolność, ale również nie zbudował bogactwa. Początkowo nie było to jednak tak oczywiste.

Pokolenie naszych babć i dziadków, aż do końca lat 70., stale się bogaciło. Wzrost dobrobytu odbywał się na skalę wcześniej nie znaną. Średni PKB per capita wzrósł wówczas prawie trzykrotnie – z równowartości dzisiejszych 5000 euro do 13000 euro (co jest okresem relatywnie najszybszego wzrostu w ostatnich dwóch wiekach). Jego motorem było szybkie uprzemysłowienie kraju, w którym czynnikiem kluczowym była masowa migracja ze wsi do miast. Symbolem tego procesu są – obecne do dzisiaj w świadomości starszego pokolenia – ogromne fabryki budowane na przedmieściach dużych i średnich miast. Skutkiem była zupełnie inna sytuacja materialna naszej babci w porównaniu do jej rodziców. Nasza babcia mogła bywać w kinie i teatrze, a latem wyjechać na wakacje w góry lub nad morze. Czy zatem socjalizm – przynajmniej w pierwszych trzech dekadach – można uznać za złoty okres?

Porównanie z Zachodem sugeruje, że Polska w PRLu rozwijała się poniżej swoich możliwości. W tym samym okresie jej rówieśniczka w Europie zachodniej przeszła drogę od 7000 do 24000 euro rocznie. Potem było jeszcze gorzej. Wzrost gospodarczy oparty na uprzemysłowieniu i pożyczkach zagranicznych nie mógł trwać długo. Na początku lat 80tych Polska doświadczyła regresu gospodarczego nie niespotykaną skalę. W kulminacyjnym momencie, w dniu swojego upadku, w czerwcu 1989, nasza mama zarabiała tyle samo co nasza babcia w 1969 roku. Średni dochód naszej mamy – 10000 euro rocznie – był prawie trzykrotnie mniejszy niż jej koleżanek z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Francji.

Wzrost dobrobytu w warunkach niedemokratycznych jest możliwy – poza wzrostem dochodu wydłużyła się oczekiwana długość życia (z 58 do 72 lat), wzrosła jakość usług medycznych oraz upowszechniła się edukacja. Jednak „socjalistyczny dobrobyt” doprowadził do gigantycznego kryzysu, a tempo rozwoju było wyraźnie niższe niż w Europie. Nasza babcia w dniu zakończenia II Wojny światowej była o jedną trzecią biedniejsza od rówieśniczek w Europie Zachodniej. Nasi rodzice w dniu upadku komunizmu byli ubożsi już prawie trzykrotnie. Za mizerny rozwój naszej ojczyzny w tym okresie nie odpowiada niesprzyjająca sytuacja międzynarodowa. Winę za stracone pół wieku ponosi fatalna polityka gospodarcza w kraju. Polityka, która, aby funkcjonować, musi ograniczać wolności obywatelskie i podporządkować wszystkie przejawy niezależności – sądy, prokuraturę, policję, przedsiębiorstwa – partii rządzącej.

Na przestrzeni stu lat od odzyskania niepodległości istotnie największą uwagę zwracają ostatnie trzy dekady. W tym okresie Polska rozwijała się nie tylko nieprzerwanie, ale też wyraźnie szybciej niż Europa Zachodnia. W okresie trzydziestu lat PKB per capita w cenach stałych wzrosło w Polsce z 10,000 euro do 21,500 euro i wynosi dziś ponad 60% poziomu Europy Zachodniej. Średnia oczekiwana długość życia w ciągu trzydziestu lat wzrosła o okrągłe dziesięć lat. Dzisiejsze pokolenie trzydziestolatków, do których należą autorzy niniejszego tekstu, jest w sytuacji lepszej niż jakiekolwiek wcześniejsze pokolenie Polaków.

Gdzie szukać przyczyn fenomenu ostatnich trzech dekad? Kluczową rolę odgrywa system instytucjonalny, który uwalnia przedsiębiorczość, zapewnia stabilizację i otwiera kraj na napływ inwestycji zagranicznych. Nie bez znaczenia było dobre wykształcenie społeczeństwa – zarówno podstawowe jak i wyższe – odziedziczone po PRL. Dzisiejsza Rzeczpospolita daje swoim obywatelom nowe możliwości funkcjonowania, których brakowało wcześniej. Polityka ma znaczenie – demokratyzacja, budowa niezależnych instytucji zapewniły Polsce na tyle szybki wzrost dobrobytu, że wreszcie zaczęliśmy gonić Zachód.

Przeszliśmy długą drogę, a jednak dziś, tak samo jak w latach 20., wytwarzamy 60% tego, co nasi koledzy z Europy Zachodniej. Mamy wciąż wiele zaległości do nadrobienia. Ponadto nasz ostatni sukces gospodarczy nieproporcjonalnie wynagrodził lepiej sytuowanych. Nierówności są szczególnie widoczne w kontekście geograficznym – mieszkańcy wsi i małych miast są dziś w zupełnie innej sytuacji niż ich koledzy z Warszawy. Wciąż jesteśmy jednym z mniej zamożnych społeczeństw UE, ale naszą ambicją jest odgrywać we Wspólnocie wiodącą rolę. Polityka zagraniczna to dziś ogromne wyzwanie, szczególnie w sytuacji, gdy tendencje antyeuropejskie są coraz bardziej wyraźne wśród klasy rządzącej. Zaczynamy mierzyć z problemami niekorzystnej struktury demograficznej i masowej emigracji. Wyzwań jest wiele, ale w okresie stu lat od odzyskania niepodległości nauczyliśmy się też wielu lekcji. Wśród nich najważniejsza to ta, że system polityczny oparty o silną władzę jednej partii nie rozwiązuje żadnych problemów.

Leave a Reply