Na tle Europy rozwijamy się relatywnie szybko – Tomasz Makarewicz w radiowej Jedynce.

przez Tomasz Makarewicz

Wzrost gospodarczy, rekordy giełdowe i optymizm rządu mają potwierdzać dobrą kondycję polskiej gospodarki. Czy jednak 3,6-procentowy wzrost PKB rzeczywiście oznacza poprawę sytuacji wszystkich Polek i Polaków, czy raczej mówi więcej o statystykach niż o codziennym doświadczeniu gospodarstw domowych? Na te pytania w radiowej Jedynce odpowiada dr Tomasz Makarewicz.

Agata Kowalska: Polska jest oazą stabilności i wzrostu, cieszył się premier Donald Tusk, komentując pakiet wskaźników ekonomicznych za 2025 rok. Jednym z nich jest 3,6-procentowy wzrost gospodarczy, który ma plasować Polskę wśród liderów Unii Europejskiej. Czym właściwie jest wzrost gospodarczy i jak się go liczy?

Tomasz Makarewicz: PKB najprościej można opisać jako sumę wszystkiego, co dana gospodarka wytwarza w ciągu roku oraz czym się w niej handluje. To podstawowa miara aktywności gospodarczej. Można ją traktować jak wielkość ciastka, którym społeczeństwo może się podzielić.

Agata Kowalska: Czy wysokość naszych pensji wchodzi do tego wskaźnika?

Tomasz Makarewicz: To trochę inna kwestia. PKB można policzyć na kilka sposobów, ale najczęściej mówi się o sumie czterech elementów: konsumpcji gospodarstw domowych, inwestycji firm, wydatków rządowych oraz bilansu handlowego. W tym sensie PKB jest powiązane z pensjami. Jeśli wynagrodzenia są niskie, ludzie mniej konsumują, a konsumpcja stanowi zwykle około dwóch trzecich PKB. Nie liczy się jednak PKB bezpośrednio na podstawie pensji. To raczej dwie strony tej samej monety.

Agata Kowalska: Podchodzę do tego wskaźnika z pewną podejrzliwością. Premier mówił dziś, że wzrost gospodarczy przekłada się bezpośrednio na sytuację Polek i Polaków. Skoro chodzi głównie o konsumpcję, a nie o same zarobki, to może po prostu wydajemy oszczędności. Czy wzrost PKB o 3,6 proc. rzeczywiście oznacza poprawę sytuacji wszystkich?

Tomasz Makarewicz: Mam tu dwa komentarze. Po pierwsze, jestem trochę zdziwiony, że premier nie pochwalił się innym wskaźnikiem, czyli realnym wzrostem wynagrodzeń. W zeszłym roku średnie płace rosły całkiem szybko i to jest coś bardziej odczuwalnego dla gospodarstw domowych.
Po drugie, z makroekonomicznego punktu widzenia wzrost gospodarczy jest potrzebny, bo gdy spada poniżej około 3 proc., gospodarka zaczyna wyraźnie hamować. Wtedy rośnie bezrobocie i pogarsza się sytuacja na rynku pracy. Przy obecnym tempie wzrostu rynek pracy pozostaje w dobrej kondycji, nawet jeśli nie wszyscy od razu odczuwają wzrost dochodów.

Agata Kowalska: Polska giełda również mocno wzrosła. Indeks WIG urósł, jak mówił minister finansów, o 47 proc. Czy to ma realny wpływ na życie większości z nas, czy tylko na osoby inwestujące?

Tomasz Makarewicz: Przede wszystkim na tych, którzy inwestują na giełdzie, a to nadal mniejszość społeczeństwa. W czasach, gdy ważną rolę odgrywały otwarte fundusze emerytalne, można było uznać wzrost giełdy za bardziej powszechnie korzystny w długim okresie. Dziś nie przywiązywałbym się zbytnio do tego wskaźnika. Sam wzrost giełdy jest pozytywny, ale czy wynosi 15, 25 czy 50 proc., to często efekt krótkookresowych wahań.

Agata Kowalska: Premier mówił też o dużym zaufaniu do Polski jako stabilnego partnera gospodarczego.

Tomasz Makarewicz: To sensowna interpretacja. Nawet jeśli wzrost PKB na poziomie 3,6 proc. nie jest spektakularny, to na tle Europy rozwijamy się relatywnie szybko. Wielu naszych sąsiadów znajduje się dziś blisko stagnacji, a niektóre gospodarki ocierają się o recesję. Inwestorzy naturalnie wybierają kraje rozwijające się szybciej.

Agata Kowalska: Czyli jesteśmy oazą stabilności głównie dlatego, że wokół sytuacja jest gorsza?

Tomasz Makarewicz: W dużej mierze tak. Trzeba też pamiętać, że nie wiadomo, jak długo obecne tempo wzrostu się utrzyma. Jest ono częściowo związane z wysokimi wydatkami publicznymi. Część z nich wraca do społeczeństwa, na przykład w postaci świadczeń socjalnych. Inna część to wydatki obronne, konieczne z powodów geopolitycznych. Zakupy sprzętu wojskowego zwiększają PKB, ale niekoniecznie przekładają się bezpośrednio na wzrost wynagrodzeń obywateli.
Warto też pamiętać, że wszystkie te wskaźniki są średnią, a średnia w praktyce rozkłada się bardzo nierówno między różne grupy społeczne.

Powyższy wpis powstał na podstawie wypowiedzi dr. Tomasza Makarewicza w Polskim Radiu Jedynka z dnia 18 lutego 2026 roku. Zapraszamy do odsłuchu rozmowy.


Teksty takie jak ten powstają dzięki wsparciu naszych patronów. Jeśli nasza misja jest Ci bliska, możesz zostać jednym z nich lub zachęcić do tego znajomych.

Podobne opinie i ekspertyzy

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Akceptuję Polityka prywatności