Nasz ekspert dr Tomasz Makarewicz podsumował na łamach OKO.press prezydenturę Donalda Trumpa. Skrót tekstu prezentujemy poniżej, a całość można przeczytać tutaj.

***

Czy Trump naprawdę był politykiem antyestablishmentowym, który starał się zapewnić ludowi sprawiedliwszy udział w gospodarce? I jaki jest właściwie dorobek Trumpa w polityce gospodarczej? (…)

Trump był zarazem bardzo typowym i bardzo nietypowym kandydatem prezydenckim Republikanów, także w kwestiach ekonomicznych. Jego program gospodarczy pozbawiony był konkretnych recept, zamiast tego zawierał cztery ogólne tropy: miejsca pracy, odejście od polityki wolnego handlu, obniżka podatków oraz reforma systemu ochrony zdrowia. Połowa tego programu jest żywcem przepisana z książki kucharskiej Reagana, szczególnie obietnica, że obniżki podatków zagwarantują nowe miejsca pracy. (…)

Z drugiej strony, Trump głosił poglądy dalekie od republikańskiej normy, zdecydowanie wyróżniając się pośród konkurentów w prawyborach. Obiecywał, że nie będzie ciął publicznych wydatków na ochronę zdrowia, i zapewni każdemu Amerykaninowi ubezpieczenie zdrowotne. Otwarcie krytykował wolny handel, w szczególności kontrowersyjne umowy NAFTA (istniejąca wtedy umowa z Kanadą i Meksykiem) i TPP (projekt umowy z krajami Azji Południowo-wschodniej, w szczególności z Chinami). Na poziomie samego języka, mówił nie tylko o korporacjach i klasie średniej, ale też o robotnikach, górnikach i farmerach. Właśnie dzięki tym hasłom, oraz dzięki obopólnej, osobistej wrogości z waszyngtońskimi „klubami koktajlowymi”, zdobył sobie opinię kandydata antyestablishmentowego.

Ta programowa sprzeczność pozwoliła Trumpowi zyskać szerokie poparcie wśród wielu kluczowych grup wyborców, w tym w zdewastowanych przez deindustrializację hrabstwach w Pensylwanii, Michigan i Wisconsin, które zdobył łączną przewagą 75 tysięcy głosów, a dzięki którym wygrał Kolegium Elektorskie (o wyniku wyborów w 2016 roku zadecydowało zachowanie około połowy promila wyborców!). Problem w tym, że wewnętrznie sprzeczną politykę gospodarczą można głosić, ale już nie prowadzić, tak więc po wyborach Trump stanął przed dylematem: wybrać kurs na nieznane ścieżki antyestablishmentowych reform czy powrócić w bezpieczne koleiny status quo. I wbrew popularnemu mitowi o Trumpie jako zdecydowanym, odważnym samcu alfa, Trump decyzję zwyczajnie oddał swoim doradcom. (…)

Spójrzmy na sześć bezpośrednio albo pośrednio kluczowych dla gospodarki nazwisk z oryginalnego składu gabinetu Trumpa (według daty ogłoszenia kandydatury):

  • Departament Edukacji: Betsy DeVos, która wierzy w prywatyzację szkół (w tym szkół podstawowych) i deregulację programów nauczania. Prywatnie nie widzi problemu w olbrzymich cenach edukacji wyższej (rzędu kilkuset tysięcy dolarów za licencjat) i jest jedną ze spadkobierczyń fortuny rodziny Prince (jej brat to ten słynny Eric Prince, który założył Blackwater USA, firmę kondotierską, jej najemników amerykański rząd wynajmował na służbę w Iraku).
  • Departament Ochrony Zdrowotnej: Ameryka ma najbardziej w krajach OECD wolnorynkowy system ochrony zdrowia, na który wydaje dwukrotnie więcej w relacji do PKB, niż jakikolwiek innych kraj OECD, a jednak w 2016 roku dwadzieścia siedem milionów Amerykanów pozostawało bez ubezpieczenia zdrowotnego, a tzw. bankructwa medyczne są najczęstszym powodem bankructw gospodarstw domowych. Dlatego szefem tego departamentu został Tom Price, gorący zwolenników prywatyzacji istniejących jeszcze publicznych programów medycznych, a prywatnie pasjonat inwestycji w akcje firm farmaceutycznych.
  • Departament Transportu: Elaine Chao, weteranka Heritage Foundation oraz administracji Busha, gdzie jako sekretarz pracy dbała, aby jej departament nie zajmował się inspekcją regulacji BHP i płacy minimalnej. Po 2008 roku doświadczona członkini rad nadzorczych firm takich jak Wells Fargo i Bloomberg Philanthropies. Prywatnie żona Mitcha McConella, szefa ówczesnego szefa republikanów w Senacie.
  • Departament Skarbu: odpowiednik polskiego ministerstwa finansów, odpowiada m.in. za finanse publiczne, regulacje i nadzór dla firm i rynków finansowych. Dlatego jego szefem został Steve Mnuchin, wcześniej na przykład szef OneWest Bank, dzięki któremu dorobił się na wyrzucaniu z domów ludzi z kredytami hipotecznymi (szerzej mówiłem o nim w wywiadzie sprzed pół roku).
  • Departament Handlu: Wilbur Ross, niezwiązany wcześniej bezpośrednio z polityką. Przed 2017 rokiem był biznesmenem i finansistą, znanym z przejmowania i restrukturyzowania upadających firm. Poznał Trumpa trzy dekady wcześniej, gdy ten otworzył trzy kasyna w Atlantic City i przez nieudolne zarządzanie nie potrafił wycisnąć zysku z tej inwestycji. Ross, jako przedstawiciel Rotschild Investment, wynegocjował umowę między przyszłym prezydentem a jego wierzycielami, co pozwoliło Trumpowi uchronić swoje kasyna przed bankructwem przez kolejną dekadę, zanim ostatecznie upadły, gdy Trumpowi skończyły się ostatnie prywatne fundusze i możliwości kredytowe. Co ciekawe, z wymienionych tu osób Ross jako jedyny nie jest czystym neoliberałem: sam określił siebie „ostrożnym” zwolennikiem wolnego handlu i krytykował projekt TPP.
  • Departament Pracy: pierwszym kandydatem Trumpa był Andrew Puzder, którego główny związek z rynkiem pracy i związkami zawodowymi to 17-letnia staż jako CEO giganta CKE Restaurants. Puzder musiał wycofać swoją nominację, kiedy do prasy zaczęły wyciekać różne historie o tym, jak pracowników w kierowanych przez niego restauracjach fast-food traktował jak stereotypowy kapitalista. Zastąpił go prawnik Alexander Acosta, który pracował w administracji Busha, a potem za czasów Obamy wrócił do prokuratury stanowej na Florydzie, gdzie wsławił się walką z korupcją wśród elit (tzw. przestępczość białych kołnierzyków), ale został też szefem banku U.S. Century Bank.

(…) Wszystkie przytoczone siedem postaci to część „bagna”, z którym obiecywał walczyć Trump, ludzie z poważnymi konfliktami interesów i głęboko zakorzenieni w prywatnym sektorze i rynkach finansowych. Z wyjątkiem Rossa i Acosty, każda z tych osób stanęła na czele departamentu, którego samo istnienie jest sprzeczne z jej poglądami. Taki gabinet mógł zaprojektować tylko ktoś, kto nie wierzy w pozytywną rolę państwa w gospodarce, i dlatego chce zrównać jego instytucje z gruntem. (…)

Trump za swoje dwa priorytety legislacyjne uznał reformę służby zdrowia i obniżki podatków. Przyjrzyjmy się najpierw tej drugiej sprawie.

W trakcie prac na projektem [cięć podatków] Trumpa, Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO; bezpartyjne ciało doradcze, które dla Kongresu ocenia skutki budżetowe wszystkich jego projektów legislacyjnych) policzyło, że w pierwszym roku obowiązywania ustawy (2019), cięcia wyniosą w sumie 253 miliardy dolarów, z czego szczęściarzom z dochodem powyżej 100 tysięcy dolarów (niecałe 13% populacji) przypadnie około 192 miliardów, czyli nieco ponad trzy czwarte. Im mniejszy przedział dochodu, tym przychód z cięć niższy, a ludzie z dochodami poniżej 20 tysięcy dolarów rocznie (czyli mniej więcej trzech na dziesięciu Amerykanów) do obniżek podatków Trumpa mieli wręcz DOPŁACIĆ, bo tracili niektóre ulgi podatkowe i transfery. Trumpowe cięcia rozpisano w sumie na dekadę, z każdym rokiem będą one ogólnie coraz mniejsze, ale też coraz mniej korzystne dla kolejnych grup na dole piramidy dochodowej, na przykład w ostatnim roku (2027) do tych obniżek zaczną dopłacać Amerykanie z dochodem poniżej 75 tysięcy dolarów (to ponad dwukrotność mediany, czyli „środkowego” dochodu w Stanach). (…)

Do początku 2020 roku, na papierze wszystko wciąż wydawało się działać dobrze. Dane makro o bezrobociu i PKB wyglądały na mocne, indeksy giełdowe szybowały. A potem przyszedł Sars-Cov-2 i wywrócił światową gospodarkę. (…) W kontekście tego artykułu skupmy się na innym pytaniu: co robił Trump? Jeżeli czytelnicy zgadują, że nic, są blisko prawdy, ale niezupełnie. Jak pisałem wcześniej: Trumpa nie interesuje rządzenie, dlatego w zasadzie nie mieszał się do prac nad CARES Act i do dalszych wysiłków legislacyjnych Kongresu, zadanie to powierzając Mnuchinowi. W praktyce CARES Act napisali Demokraci w Izbie Reprezentantów, a kolejne programy (w szczególności HEROES Act) blokował republikański Senat. W konsekwencji, silnego lidera Amerykanom zabrakło szczególnie pod koniec wakacji, kiedy zaczęła kończyć się pomoc dla mniejszych przedsiębiorstw i bezrobotnych.

Nie znaczy to jednak, że Trump nie robił kompletnie niczego. Przeciwnie, od samego początku uznał, że pandemia to chiński spisek wymierzony w jego prezydenturę i próbował umniejszyć powagę sytuacji. Regularnie urządzał konferencje prasowe, na których potrafił opowiadać takie bzdury, że na przykład lekarstwem na Covid jest wybielacz (taki chlorowy, do ubrań, smacznego). Podciągnął pod temat wojen kulturowych noszenie masek i social distancing. Nikogo nie zaskoczyło, kiedy w październiku ubiegłego roku naukowcy z Uniwersytetu Cornella opublikowali badanie, w którym jednoznacznie pokazali, że Trump był największym źródłem dezinformacji w anglojęzycznym świecie na temat śmiertelnej epidemii. (…)

Trump jest przede wszystkim przestrogą przed polityka gospodarczą, która opiera się na wierze w „małe państwo”, cięcia podatków, ograniczanie regulacji, oraz na przekonaniu, że kraj powinien być zarządzany jak biznes, najlepiej przez biznesmenów. W praktyce kończy się to rządami ludzi, których w najlepszym wypadku nie obchodzi rządzenie. W szerszym, politycznym wymiarze, prezydentura Trumpa pokazuje, jak płonne są nadzieje na to, że prawicowy populizm oznacza „przyśpieszenie”, szybsze odejście od centrowego czy neoliberalnego status quo. Przeciwnie, skutkuje właśnie konsolidacją przerażonych wyborców wokół „bezpiecznego” centrum.

Tags: , , , , ,

Leave a Reply