Dr Tomasz Makarewicz udzielił redaktorowi Grzegorzowi Sroczyńskiemu wywiadu, w którym opowiadał o przyczynach dramatycznej sytuacji zdrowotnej w USA i tłumaczył, dlaczego ludzie masowo tracą tam pracę, choć giełdy notują rekordowe zyski. Fragmenty wywiadu publikujemy poniżej. Całość dostępna na portalu gazeta.pl.

***

Grzegorz Sroczyński: Co będzie z Ameryką?

Tomasz Makarewicz: Wyjdzie z tego strasznie poobijana, najmocniej od Wojny Secesyjnej. Politycznie, gospodarczo i moralnie. […] Pandemia rozłożyła ten kraj na łopatki, amerykański system został przetestowany i sobie nie poradził.

Ale to bardziej wina Trumpa czy amerykańskiego systemu?

I to, i to. Reakcja Białego Domu na koronawirusa była katastrofalna, mieli szansę mocno pandemię ograniczyć, tak jak udało się w Europie, a teraz codziennie przybywa 50-60 tysięcy nowych zachorowań i jest już ponad 165 tysięcy ofiar śmiertelnych. Te liczby są dramatyczne.

I dlaczego tak się stało?

Bo oni w marcu zrobili najgorszą rzecz z możliwych, to znaczy nie podjęli tak naprawdę żadnej decyzji: zrobili pół lockdownu, pół blokady gospodarczej, to było dużo słabsze niż w Europie. Rząd nie wprowadził lockdownu w całym kraju, federalnego zakazu zgromadzeń, federalnego nakazu zamknięcia takich i takich biznesów, takich i takich usług. Miały to robić władze stanowe i to się nie udało. Lockdown stał się natychmiast przedmiotem amerykańskiej wojny kulturowej.

Czyli?

Część amerykańskiej prawicy uważa, że wszystko, co robi rząd centralny, jest złe. “Jeśli urzędnik państwowy twierdzi, że chce ci pomóc, to chwytaj się za portfel”. […] [N]iektóre stany ten cały lockdown potraktowały niespecjalnie serio z powodów politycznych. A po drugiej stronie mamy władze stanowe, które próbują sobie jakoś z tym poradzić. Ameryka nie ma ognisk, mają epidemię w całym kraju. Wojna w Wietnamie to było 60 tysięcy ofiar po stronie USA. Amerykańska lewica mówi, że trzeba będzie liczbę ofiar koronawirusa podawać w jednostce “Wietnam”, na razie mamy “dwa i pół Wietnamu”.

To wracam do pytania: na ile to wina Trumpa, a na ile amerykańskiego systemu, który przy innym prezydencie też by sobie nie poradził?

Trump od samego początku pandemii zachowywał się jak to Trump: kręcił, zmieniał zdanie, opowiadał swoje mitomańskie historie. W Europie wszyscy się zgadzamy, że maski to maski, noszenie ich nie jest przyjemne, no ale trzeba nosić, nie stały się one przedmiotem wojny kulturowej[…]. W Stanach natomiast duża część republikanów jeszcze do niedawna twierdziła, że maski to marksistowski wymysł. A wzięło się to stąd, że u progu pandemii władze federalne zorientowały się, że jest problem z maskami medycznymi dla lekarzy. […] Nie jest to wina Trumpa, że cały amerykański przemysł medyczny jest nastawiony na zysk, wolny rynek rządzi tam zdrowiem od A do Z, a przecież wolny rynek nie myśli o tym, że może nadejść jakaś pandemia, trzymanie zapasu masek to zbędny koszt. [..] Ale prezydent mógł przynajmniej tych błędów systemu nie nakręcać! W Niemczech jak było za mało masek, to Merkel kazała ministrowi zdrowia przygotować film: szanowni obywatele, jest problem z maskami medycznymi, więc ich nie kupujcie. Plus instruktaż, jak przygotować sobie samemu maseczkę z materiału. W USA natomiast rząd wpadł na inny pomysł. Jak ograniczyć wykupywanie masek? Powiedzmy ludziom, że one nie działają! Zadziałało aż za dobrze, ludzie do dzisiaj nie chcą nosić masek, w badaniach opinii publicznej 40 proc. Republikanów twierdziło, że maski niczemu nie służą. I dopiero w lipcu Trump powiedział, że maski jednak działają, więc teraz “tylko” jedna czwarta republikańskich wyborców je neguje. […] [T]en przykład pokazuje, że na obecną amerykańską klęskę składa się wiele czynników: dysfunkcyjny model rządzenia, wieloletnie zaniedbania strategiczne, nierówności, wojny kulturowe oraz nieufność obywateli do państwa. I na taki zły stan rzeczy przyszedł Trump, człowiek, który zbankrutował siedem firm, a jedyne, co potrafi, to być celebrytą. Ten pociąg musiał się wykoleić. I wykoleił się na naszych oczach.

Dlaczego Europa poradziła sobie w miarę z pandemią, a USA – nie? To jest bardzo ciekawe pytanie.

I dlaczego?

Chodzi właśnie o konstrukcję pakietów pomocy. W Europie, również w Polsce, generalnie wszyscy skopiowali niemiecki pomysł, który Berlin przetestował jeszcze w poprzedniej recesji z 2008 roku. […] Rząd zawiera umowę z firmami: nie zwalniajcie ludzi, a my pokryjemy część pensji – na przykład 75 procent. […] I okazało się, że ten niemiecki program skrojony na kryzys finansowy przed dekadą jest wręcz idealny na pandemię […]. Po pierwsze mamy transfer do ludzi: oni wciąż dostają pieniądze, więc – owszem – będzie zapaść gospodarcza i spadek popytu, ale nie tak dramatyczny. A po drugie firmy nie zwalniają – w każdym razie zwolnienia są ograniczone. […] Dzięki temu Europa mogła swój lockdown ciągnąć dość długo, ludzie to jakoś znosili, bo wiedzieli, że mają dokąd wrócić. Jeżeli natomiast ludziom zabierzemy pracę, to oni zaczną się burzyć i lockdown się nie uda. W Stanach tak właśnie się stało.

Przecież USA ogłosiły rekordowy program pomocowy.

Tak. To jest tak duży program, że każdemu ekonomiście oczy wychodzą z głowy: w sumie 6 bln dolarów, czyli 30 procent amerykańskiego PKB. Część to bezpośrednie transfery do ludzi, każdy dostał 1200 dolarów jednorazowo. I w porządku, nie mam nic przeciwko temu. Ale większość z tej góry środków to pieniądze zarządzane przez Fed – amerykański bank centralny – który kupuje papiery wartościowe wielkich firm, korporacji, żeby nie wpadły w tarapaty. Problem polega na tym, że Fed nie ma żadnych narzędzi, żeby zmusić te firmy do utrzymywania miejsc pracy. Fed w środku pandemii uratował Boeinga potężnym zastrzykiem gotówki, a po kilku dniach ta firma zwolniła 10 proc. załogi.

Co Fed dokładnie kupuje? Akcje firm?

Nie. Kupuje papiery dłużne, czyli na przykład obligacje, bony kredytowe itd.

Przecież nie każda firma emituje obligacje?

Każda większa – owszem. Przynajmniej w USA. […] Najwięcej kasy do gospodarki poszło właśnie poprzez ten mechanizm, czyli trafiło do megakorporacji. […] Więc małe firmy tej pomocy zostały pozbawione, chociaż to one mają najpłytszą kieszeń, to one nie mają zapasów, żeby przetrwać lockdown, w przeciwieństwie do megakorporacji, które przez ostatnie lata miały rekordowe wyniki, rekordowe ceny akcji i siedzą na górze oszczędności.

Co będzie dalej z Ameryką?

Realistyczny scenariusz jest następujący: Trump w listopadzie przegra, republikanie stracą też Senat, ale o włos, o kilka miejsc. Do tego czasu gospodarka znajdzie się w fatalnym położeniu. Kongres jeszcze raz pomoże bezrobotnym, przedłuży te zasiłki, żeby nie było kompletnej degrengolady i eksplozji biedy, ale recesja będzie trwać. W styczniu przyjdzie nowa administracja Bidena, trochę bardziej kompetentna, i najpóźniej wtedy uda się pandemię koronawirusa opanować, a przynajmniej ograniczyć do takiego poziomu, jaki mamy w Europie. Ale jednocześnie administracja Bidena niczego nie zmieni w fundamentach systemu politycznego i gospodarczego. […] Naprawdę ciekawe wybory w USA będą dopiero za cztery lata. Biden w listopadzie skończy 78 lat i sam powiedział, że chce być prezydentem tylko jedną kadencję. Jego prezydentura ma być taką odskocznią dla następnego kandydata Demokratów i wydaje mi się, że w 2024 roku będziemy mieli prawdziwe starcie, niezwykle brutalne […]. I możemy się wtedy spodziewać bardzo silnych perturbacji politycznych w Stanach. Zwłaszcza, że właśnie następuje wymiana pokoleń w amerykańskiej polityce, boomersi powoli odchodzą, zastępują ich nowi, młodsi. I dużo bardziej radykalni. 

Tags: , , ,

Leave a Reply