Dzisiejsza debata sprawia wrażenie, jakby historia relacji polsko-ukraińskich zatrzymała się w 1943 roku. Jakby po Wołyniu nie wydarzyło się już nic, co mogłoby zmienić sposób, w jaki patrzymy na siebie nawzajem. Tymczasem zaledwie dwa lata po zakończeniu wojny wydarzyło się coś, co jeszcze w 1943 roku wydawałoby się niemożliwe. Pisze o tym Krzysztof Krakowski dla OKO.Press w cyklu „Oko na Dobrobyt”.
W relacjach polsko-ukraińskich historia znów wysunęła się na pierwszy plan. Pod koniec maja 2026 roku prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek Sił Operacji Specjalnych Ukrainy nazwę „Bohaterów UPA”. W Polsce decyzję odebrano jako uhonorowanie formacji odpowiedzialnej za zbrodnie na ludności polskiej podczas II wojny światowej. Reakcja była natychmiastowa.
Prezydent Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, podkreślając jednocześnie, że decyzja nie oznacza zmiany polskiego wsparcia dla Ukrainy w wojnie z Rosją.
Na tym jednak spór się nie zakończył. Zełenski odesłał polskie odznaczenie do Warszawy, a kolejni ukraińscy politycy i wojskowi zaczęli zrzekać się polskich orderów. Byli prezydenci Ukrainy, w tym Leonid Kuczma, Petro Poroszenko i Wiktor Juszczenko, również ogłosili rezygnację z najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Z obu stron padły mocne słowa o pamięci historycznej, godności narodowej i granicach kompromisu.
Nie był to zresztą pierwszy taki kryzys. Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku relacje polsko-ukraińskie wielokrotnie oscylowały między coraz bliższą współpracą strategiczną a sporami o pamięć historyczną. Ale jakoś mało pamięta się o Hrubieszkowie ’46.
Już dwa lata po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie polski Sejm przyjął uchwałę uznającą zbrodnię wołyńską za ludobójstwo i ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej.
Uchwałę poprzedziła burzliwa debata parlamentarna, w której spór dotyczył nie tylko oceny wydarzeń z lat 1943-1945, ale także pytania, czy użycie terminu „ludobójstwo” nie zaszkodzi relacjom z walczącą z Rosją Ukrainą. Ostatecznie niemal jednomyślnie zdecydowano się na jego przyjęcie. Od tamtej pory niemal każda kontrowersja dotycząca Wołynia, ekshumacji czy upamiętniania UPA wywoływała silne emocje po obu stronach granicy.
Wspólny atak na UB w Hrubieszowie
W demokracji spory o pamięć są nieuniknione, zwłaszcza gdy dotyczą wydarzeń tak tragicznych jak rzeź wołyńska. Problem polega jednak na czymś innym. Dzisiejsza debata sprawia wrażenie, jakby historia relacji polsko-ukraińskich zatrzymała się w 1943 roku. Jakby po Wołyniu nie wydarzyło się już nic, co mogłoby zmienić sposób, w jaki patrzymy na siebie nawzajem.
Tymczasem zaledwie dwa lata po zakończeniu wojny wydarzyło się coś, co jeszcze w 1943 roku wydawałoby się całkowicie niemożliwe.
Polscy i ukraińscy partyzanci – ludzie, którzy jeszcze niedawno stali po przeciwnych stronach jednego z najkrwawszych konfliktów etnicznych w Europie XX wieku – zaczęli zawierać lokalne rozejmy, wymieniać informacje wywiadowcze i prowadzić wspólne akcje sabotażowe. Z perspektywy ówczesnych uczestników nie było to pojednanie w moralnym sensie tego słowa. Był to proces stopniowego dochodzenia do wniosku, że dalsza walka między sobą prowadzi donikąd, podczas gdy nowy przeciwnik systematycznie niszczy obie organizacje. Kulminacją tej współpracy był wspólny atak na komunistyczne więzienie i siedzibę aparatu bezpieczeństwa w Hrubieszowie. Nie jest to nowa sensacyjna interpretacja historii. Historycy opisują te wydarzenia od wielu lat. Po prostu niezwykle rzadko przebijają się one do szerszej świadomości społecznej.
Byli wrogowie, którzy podali sobie rękę
W polskiej pamięci historycznej relacje z Ukraińcami po II wojnie światowej kończą się zwykle na Wołyniu. To zrozumiałe. Skala przemocy była ogromna, a pamięć o ofiarach pozostaje żywa do dziś. Łatwo odnieść wrażenie, że po latach 1943-1944 nie było już miejsca na nic poza wzajemną nienawiścią.
Dalszą cześć, znajdziecie na stronie OKO.Press, gdzie tekst ukazał się w oryginale.
Teksty takie jak ten powstają dzięki wsparciu naszych patronów. Jeśli nasza misja jest Ci bliska, możesz zostać jednym z nich lub zachęcić do tego znajomych.