24 maja w portalu Wyborcza.biz ukazał się wywiad, którego nasz ekspert doktor Wojciech Paczos udzielił redaktorowi Hubertowi Orzechowskiemu. Cała rozmowa dostępna jest dla abonentów Wyborczej tutaj.

Nasz ekspert przypomniał czteroetapowy plan wychodzenia z pandemicznego zamrożenia gospodarki, który stworzył ponad rok temu z doktorem Pawłem Bukowskim. Według tego schematu znajdujemy się obecnie w etapie odbicia – po etapach hibernacji, kiedy gospodarkę trzeba było utrzymać w czasie lockdownu, rozmrożenia gospodarki, a przed etapem tzw. nowej normalności. Etapy te przeplatają się, obecnie można mówić częściowo o odbiciu, choć trwa jeszcze odmrażanie niektórych branż. Z tego powodu niektóre branże już odrabiają straty, a nawet przebijają wyniki sprzed pandemii, a niektóre jeszcze nie mogą działać.

Dr Paczos przyznał, że opisując cztery etapy wychodzenia z lockdownu, nie przewidział dwóch zjawisk – bardzo szybkiego pojawienia się szczepionek przeciw COVID-19 oraz dramatycznej sytuacji pandemicznej w Polsce jesienią 2020 roku.

„Mnóstwo ekspertów poświęciło swój czas, aby znaleźć dobre rozwiązania na czas pandemii. Zaangażowali się zupełnie za darmo, aby pomóc społeczeństwu. Ostrzegali, że na drugą falę musimy być gotowi, i wskazywali, jak to zrobić. A tymczasem rządzący otworzyli korki od szampana i uznali, że pandemia jest już za nami. […] Pomiędzy 8 marca 2020 r. a 12 kwietnia 2021 r. w Polsce zmarło 119 tys. 883 osób ponad średnią z ostatnich lat. 120 tys. śmierci. To kilka powiatów lub średniej wielkości miasto! Te wszystkie śmierci były niepotrzebne.” – wyjaśniał.

Według naszego eksperta najlepszym sposobem na uniknięcie tak wielkich strat był kolejny lockdown podobny do wiosennego – wprowadzony szybko i zdecydowany: „Można się spierać, czy ubiegłoroczne zamknięcie gospodarki przy okazji pierwszej fali nie było zbyt długie. Ale lockdown ogłoszono bardzo szybko i dlatego był skuteczny.”

Jak dodał, Polska była od początku pandemii na bardzo uprzywilejowanej pozycji, ponieważ poszczególne warianty wirusa pojawiały się u nas z dużym opóźnieniem. Trudne doświadczenia innych krajów mogły być dla nas wskazówką, jak działać prewencyjnie. Błędem według naszego eksperta było liczenie na to, że może u nas zagraniczne scenariusze się nie powtórzą.

Co więcej, struktura zaludnienia naszego kraju utrudniała rozprzestrzenianie się wirusa. 40% polskiej ludności mieszka na wsi, co spowalnia transmisję i daje więcej czasu na przygotowanie do walki z wirusem. Także polskie miasta są mniej gęsto zaludnione niż w wielu europejskich krajach.

Mimo to, jak mówił nasz ekspert, „[w] żadnym innym kraju w Europie druga fala pandemii nie była tak dewastująca jak pierwsza. Tylko w Polsce.”

Jak wyjaśniał, „[planu na drugą falę nigdy] nie było. Byłem za dużym optymistą, ale trudno było mi uwierzyć, że można tak niedbale zarządzać największą pandemią od stu lat. A potem nadeszła druga fala. I trzecia. Wiadomo było, że one nadejdą. Tymczasem nie zrobiono nic. O pomyśle organizowania wyborów w samym środku pandemii już nie wspomnę.”

Nasz ekspert zwrócił też uwagę na to, że państwo polskie miało dość czasu, aby przygotować się na ogromne przedsięwzięcie, jakim jest akcja szczepień i z wyprzedzeniem ją wypromować, bo od wielu miesięcy wiadomo było, że szczepionki się pojawią, a eksperci ostrzegali, że nie da się na dłuższą metę odizolować osoby z grup ryzyka. Mówili oni o tym, że szansę na zwalczenie pandemii dają nam tylko masowe szczepienia. „Ale co się dzieje? Wszyscy moi polscy znajomi i przyjaciele są przeszczęśliwi, że mogą się szczepić. Nigdzie w Europie tak młodych ludzi się jeszcze nie szczepi. Wśród grup ryzyka tylko połowa osób dostała dotychczas szczepionkę. To nie jest sukces, to katastrofa. Jeśli tak dalej pójdzie, to na jesieni czeka nas czwarta fala. Ja, mając trzydzieści kilka lat, mogę pojechać do Polski i się zaszczepić, a w Wielkiej Brytanii ciągle musiałbym czekać w kolejce, mimo iż to ona jest podawana za przykład kraju, w którym szczepienia świetnie idą. Czy to jest poprawnie działający system?” – dodał dr Paczos.

Jeden z największych problemów wywołanych przez pandemię to zdaniem naszego eksperta gigantyczne zmiany po stronie edukacji. Latem zeszłego roku powstało wiele darmowych opracowań dotyczących możliwości powrotu uczniów do szkół, ale rząd polski z nich nie skorzystał.

„Rok zamknięcia szkół w 2020 r. to o 7,5 proc. niższe PKB w 2100 r. To są przerażające straty. Szkołę błędnie uważa się za miejsce, w którym dzieciom wbija się wiedzę do głowy. Tymczasem przez naukę zdalną oni nie tracą wiedzy, tylko umiejętności jej zdobywania. A to przede wszystkim kontakt z rówieśnikami. Nie można tego przecenić. Są badania, które pokazują, jak ważny jest okres przedszkolny. Jeśli dzieci trafią tam na dobrego nauczyciela, to bardzo długo tego nie widać. Ujawnia się to dopiero, kiedy są już dorosłe i trafiają na rynek pracy. Widać wtedy różnicę w zarobkach. Jeśli weźmiemy dwie osoby, które od początku miały taką samą edukację, to ta z nich, która miała lepszą edukację w przedszkolu, zarabia więcej. Bardzo długo zastanawiano się, z czego to wynika. Okazało się, że chodzi o umiejętności miękkie, które kształtują się właśnie w wieku przedszkolnym. Jednym słowem, dzieciaki, którym zamknięto przedszkola w pandemii, już do końca życia mogą być na gorszej pozycji. Edukację szkolną można próbować nadrobić, tego okresu już nie. Ale prawda jest też taka, że to trudny komunikat i nikt nie chce go słyszeć. Każdy myśli, że akurat jego dzieci to nie dotyczy. Też jestem ojcem i mam małe dzieci i sam mam skłonność do takiego myślenia.”

Jak dodał nasz ekspert, „[t]rzymanie tak długo młodych ludzi w domach to największy błąd, jaki popełniliśmy w czasie pandemii. Przekonałem zespół przy prezesie Polskiej Akademii Nauk, by zająć w tej sprawie stanowisko. Napisaliśmy z innymi ekonomistami list otwarty… Spotkaliśmy się z ministrem edukacji Czarnkiem. Pogratulował nam pracy, podziękował nam za nią, był bardzo entuzjastyczny. Podkreślał, że sam chce otwierać szkoły. Po czym miesiąc później ogłosił, że zlikwiduje PAN. Chyba więc nikomu w Polsce nie zależy na dobrej edukacji.”

Nasz ekspert skomentował też sytuację polskich firm. Jak mówił, zamrożenie bardzo zwiększyło nierówności w ich rozwoju, ponieważ właściwie bez ograniczeń mógł działać przemysł, który jest w Polsce silniejszy od usług, ale nie zadbano w wystarczającym stopniu o ochronę branż, które nie mogły działać. Doktor Paczos przywołał przykład Wielkiej Brytanii, w której można się spierać o to, czy rząd nie wydał za dużo na tarcze antykryzysowe, ale nie ma problemu bezrobocia czy upadłych firm. Nie pojawiają się też głosy przedsiębiorców, że państwo odbiera im środki do życia. W Polsce one są bardzo silne, ale nie można ich nawet zweryfikować, gdyż nie zbierano danych. „Mamy propagandę sukcesu, że tarcze świetnie zadziałały. Wydano na nie między 5,5 a 7 proc. PKB. Na drugim biegunie są jednak przedsiębiorcy, którzy mówią, że bankrutują i rząd im nie pomaga. Któreś z tych stwierdzeń jest więc nieprawdą.”

Na koniec nasz ekspert zwrócił uwagę na to, że polska ochrona zdrowia poradziła sobie z kryzysem bardzo dobrze jak na obecny poziom jej niedofinansowania, jednak wciąż nie docenia się wystarczająco poświęcenia jej pracowników:

„Najpierw oddajmy lekarzom i pielęgniarkom należne zasługi – to, że przy tak zabiedzonej służbie zdrowia zmarło tak mało ludzi, należy traktować w kategoriach cudu. Wydajemy 4,5 proc. PKB na zdrowie. Niemcy wydają dwa razy więcej, Szwecja – ponad dwa. To trzeba zmienić. Na razie lekarze i pielęgniarki nie doczekali się docenienia swojego poświęcenia. […] Polska służba zdrowia nie jest nieefektywna. Wręcz przeciwnie, właśnie pokazała, że jest doskonale efektywna. Za takie rezultaty przy takim niskim nansowaniu należy się po prostu szacunek. Mało tego, mamy zaskakująco dużą średnią oczekiwaną długość życia, biorąc pod uwagę, że wydatki na zdrowie w przeliczeniu na obywatela są w Polsce niemal dwa razy niższe niż średnia OECD. Donansowanie służby zdrowia to najpilniejsze zadanie.”

Tags: , , , , , ,

Leave a Reply