Nasz ekspert dr Paweł Doligalski udzielił redaktorowi Grzegorzowi Sroczyńskiemu wywiadu, w którym komentował reakcję polskich mediów i polityków na propozycje zmian w systemie fiskalnym, zawarte w Polskim Ładzie. Wywiad można przeczytać w całości w portalu gazeta.pl, a kilka szczególnie ważnych fragmentów przytaczamy poniżej.

***

O podatkowych propozycjach w Polskim Ładzie:

Polskim problemem od dawna był wysoki klin podatkowo-składkowy na niskich poziomach dochodu. To sprawia, że bodźce do pracy są mniejsze, kwitnie szara strefa, pracownicy zgadzają się dostawać część pensji pod stołem. Jeśli ktokolwiek jest u nas „karany za pracę”, to właśnie najmniej zarabiający, a nie najbogatsi. I ta reforma trochę to zmienia. Powinniśmy robić wszystko, żeby na poziomie płacy minimalnej były mocne bodźce do pracy i małe obciążenia podatkowo-składkowe. Żeby zmniejszyć obciążenie niskich płac, komuś trzeba zabrać. Obciążenie podatkami najlepiej zarabiających jest w Polsce stosunkowo niskie, więc naturalnie podatki podwyższane są właśnie im. I takie są koszty tej reformy: dociążenie podatkami lepiej zarabiających. Oni z kolei mogą przez to mieć nieco mniejsze bodźce do pracy i większą skłonność do unikania podatków. Tylko to nie jest powód, który dyskwalifikuje tę reformę. Policzyliśmy to zresztą dwa lata temu.

Co policzyliście?

Krzywą Laffera dla najwyższych dochodów w Polsce. Wyjaśnię w skrócie: jest to teoria ekonomiczna, która pozwala policzyć krańcowe stawki podatku, takie, których nie powinno się przekraczać, bo wtedy wśród zamożnych spada motywacja do podejmowania pracy i działalności gospodarczej, zaczynają też unikać podatków. Te maksymalne wartości stawek podatkowych są różne w różnych gospodarkach, jeśli rząd je przekroczy, to wpływy budżetowe zamiast rosnąć, zaczynają spadać. (…) Z modeli ekonomicznych, którymi posługują się ekonomiści projektując systemy podatkowe na całym świecie, wynika, że w Polsce górna stawka podatkowa dla najwyższych dochodów mogłaby wynosić około 45 proc w przypadku działalności gospodarczej i trochę więcej w przypadku pracowników na etacie.

O naszych oszacowaniach krzywej Laffera dla najwyższych dochodów można przeczytać tutaj

O relatywnym opodatkowaniu dochodów z działalności gospodarczej i z pracy najemnej:

Jednym z efektów tej reformy ma być zmniejszenie atrakcyjności samozatrudnienia, w każdym razie dla tych, którzy nie zarabiają bardzo dużo. Warto podkreślić, że bodźce do przechodzenia na samozatrudnienie na naprawdę wysokich poziomach dochodu prawie się nie zmienią, bo różnica w opodatkowaniu najwyższych dochodów z pracy na etacie i działalności gospodarczej zmaleje o zaledwie jeden punkt procentowy. Ta reforma nie zlikwiduje zatem regresywności systemu podatkowego na wysokich poziomach dochodu.

A czy obcinanie zalet samozatrudnienia ma w ogóle sens?

W Polsce dorobiliśmy się niezwykle wysokiej liczby samozatrudnionych w proporcji do pracowników. To aż 20 procent. I jeżeli poczytać prace naukowe o tym, dlaczego kraje skandynawskie potrafią efektywnie opodatkowywać obywateli wysokimi stawkami i wciąż generować wysokie przychody podatkowe, to jednym z powodów są promowane tam stabilne formy zatrudnienia. Na umowie o pracę ciężko unikać opodatkowania, na działalność gospodarczej można łatwiej dostosować skalę działalności i kombinować z kosztami.

Jak pańskim zdaniem powinno się naprawić nasz system podatkowy?

Domyślnym systemem, który moim zdaniem mógłby być punktem wyjściowym debaty o podatkach – potem różne argumenty ekonomiczne lub opcje polityczne mogą ciągnąć ten system w swoją stronę – powinno być takie samo opodatkowanie dochodów z umowy o pracę i z działalności gospodarczej. Najłatwiej pozbyć się tych wszystkich absurdów przez zharmonizowanie systemu. Na razie rząd zdecydował się iść w tym kierunku poprzez doliczanie wszystkim pełnej składki zdrowotnej, ale to nie likwiduje problemu.

Tags: , , ,

Leave a Reply