Dyskretny urok długu – polemika w Wyborczej

przez Tomasz Makarewicz

Na łamach „Wyborczej” ukazał się niedawno tekst, w którym Witold Gadomski krytykował lewicowych ekonomistów i zastanawiał się, dlaczego lewica lubi dług publiczny. 18 października nasz ekspert dr Tomasz Makarewicz odpowiedział polemicznym tekstem pt. „To nie lewica lubi dług publiczny. To kapitalizm”. Całość można przeczytać na stronie „Wyborczej”, a skrót tekstu publikujemy poniżej.

***

Absolutnie słuszna i potrzebna jest dyskusja o racjonalnym poziomie publicznego zadłużenia, celów wydatków państwa i sposobu ich finansowania. Tylko że jeśli tę dyskusję formułujemy w kategoriach jakiegoś metafizycznego konfliktu między kapitalizmem a długiem publicznym, wyrządzamy Czytelnikowi krzywdę, bo – podkreślam, niezależnie od samego pytania o „poprawną” wielkość długu państwa – Czytelnik z tej dyskusji wychodzi z „wiedzą ujemną” o tym, jak w ogóle funkcjonuje u swoich podstaw kapitalizm. Żeby to zrozumieć, odpowiedzmy sobie na jedno pytanie, które, dziwnym trafem, nigdy nie pojawia się w publicystyce liberalnej: jeśli dług publiczny jest taki zły, to dlaczego ludzie kupują obligacje skarbu państwa? (…)

Aż do czasów nowożytnych pożyczanie monarchom było zajęciem niebezpiecznym, nieraz ekstremalnie, o czym przekonali się na przykład Żydzi w XIII-wiecznej Anglii, a po nich spaleni na stosie przez Filipa Pięknego Templariusze (oficjalnie za herezję). Sytuacja zmieniła się wraz z rozwojem współczesnych instytucji liberalnego państwa prawa i pojawieniem się obsługiwanych przez banki centralne obligacji skarbowych. (…)

W ten sposób na rynkach finansowych pojawiła się nowa kategoria tak zwanego bezpiecznego aktywa – i rynki finansowe z miejsca zakochały się w publicznym długu, jest on bowiem idealną kotwicą bezpieczeństwa portfeli inwestycyjnych, gwarantując minimalną stopę zwrotu z portfela aktywów. Widzimy to w eksplozji sektora finansowego w XVIII wieku, którego nowym środkiem ciężkości stał się Londyn, stolica nowożytnego długu publicznego. Należy podkreślić, że dług publiczny był tylko jednym z wielu czynników wykrystalizowania się nowożytnego systemu finansowego (obok na przykład ekspansji brytyjskiego handlu i innych innowacji finansowych, jak kontrakty na ubezpieczenie) – ale bezsprzecznie tkwi on w kodzie genetycznym tego systemu, a przez to i w DNA rewolucji przemysłowej i współczesnego kapitalizmu. (…)

Zaufanie do banków w nowoczesnym kapitalizmie opiera się na dwóch kluczowych czynnikach. Po pierwsze, banki komercyjne podlegają silnemu nadzorowi finansowemu, w Polsce na przykład KNF (co, na marginesie, znowu pokazuje, że państwo i kapitalizm pozostają w relacji symbiotycznej, a nie antagonistycznej). Po drugie, banki utrzymują odpowiednią ilość aktywów jako rezerwy. Wynika to nie tylko ze ścisłych regulacji tego sektora, ale i z własnej woli banków, które pragną mieć jakąś poduszkę bezpieczeństwa na nieprzewidziane wypadki. Oczywiście takie rezerwy muszą być aktywami o niskim stopniu ryzyka, dlatego większa ich część to… publiczne papiery dłużne rządów i samorządów. Jeżeli Czytelnicy chcą zapamiętać tylko jedno zdanie z tego artykułu: istnienie długu publicznego jest KONIECZNE dla przetrwania banków w ich obecnej formie.

Teksty takie jak ten powstają dzięki wsparciu naszych patronów. Jeśli nasza misja jest Ci bliska, możesz zostać jednym z nich lub zachęcić do tego znajomych.

Podobne opinie i ekspertyzy

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Akceptuję Polityka prywatności